piątek, 31 grudnia 2021

Muddy Cult [OS. SANJin]

Patrzę, jak wyrywasz manekinowi flaki i wnętrzności. Ręce ociekają ci od sztucznej krwi; na twarzy masz wymalowane szaleństwo, obłęd w oczach. Podoba mi się to, tak cholernie mi się podoba, że mam ochotę pieprzyć się z Tobą nawet na środku tej sali, na tej sztucznej krwi. Chociaż nie, powinienem powiedzieć kochać; bo Cię kocham. Ponad rok, darzę Cię tak silnym uczuciem. Twoje ciało mi się podoba. Teraz, obsypane brokatem, błyszczące się od niego. Tak cholernie mi się podoba, ale co z tego. Nie interesują Cię faceci, tak mi się wydaje, nigdy Cię z żadnym nie widziałem w ‘’tym’’ sensie. Czasem tak strasznie żałuję, że nie mogę być kobietą. Miałbym wtedy do ciebie pełne prawo. Teraz mogę jedynie patrzeć. 


- Świetnie, Jin-san! – Zabrzmiał głos reżysera. – Przerwa!

Wokalista z obrzydzeniem rzucił wnętrzności z powrotem na stół z manekinem. Też bym chyba nie miał zadowolonej miny, gdybym musiał się w czymś takim babrać. Ja miałem gorej. Zakuli mnie w dyby, i kazali wypluwać wstrętne robaki! Prawdziwe! Bo to nie mogły być żelki, musiały być prawdziwe…

Jin znalazł się przy mnie z niewiarygodną prędkością. Od razu podałem mu chusteczki, które nie wiadomo kiedy znalazły się w moich rękach. Zabrał je z wielkim uśmiechem, wyrażającym wdzięczność, i zaczął wycierać sztuczną posokę. Słabo mu to jednak szło. 

- Pomożesz? – Zapytał, wręcz błagalnie, wyciągając do mnie rękę z chusteczką. Co miałem zrobić, kiedy tak na mnie patrzył? Zabrałem zaczerwienioną chusteczkę, i wycierałem jedną rękę(chyba lewą), a on natomiast męczył się z prawą. 

Miał miłą w dotyku skórę; gładką i miękką. Szkoda, że nie mogę jej poczuć pod innym pretekstem; nie mogę go dotknąć w ten inny sposób, choć tak bardzo tego chcę. Zamiast tego, muszę się zadowolić wycieraniem z jego rąk sztucznej krwi, lepsze to niż nic. Choć nie ukrywam, cieszyłbym się bardziej z innej formy obcowania razem. 

Za chwilę skończy się przerwa, i będziemy musieli wrócić do pracy. Konkretniej to Jin będzie musiał wrócić. Sceny z moim, i reszty udziałem są już nakręcone w większym stopniu. Mógłbym wrócić już do domu, jak reszta, ale wolałem zostać tu z Tobą. Może i tak nic z tego nie będzie, ale przynajmniej będę mógł pobyć z Tobą chwilę. A, i najważniejsze! Przecież poprosiłeś mnie, bym potem odwiózł Cię do domu. Jak mogłem o tym zapomnieć?! Na samą myśl jestem niesamowicie szczęśliwy. 

- SAN… - powiedział do mnie wokalista, przerywając zmazywanie krwi. – Możesz iść się przebrać. Jeszcze tylko jedna scena, i możemy iść – Jin wyrzucił przesiąknięte czerwienią chusteczki.

 - Tak? – Zdziwiłem się. Wydawało mi się, że jeszcze trochę będziemy tutaj siedzieć. Co najmniej godzinę, albo coś. A tutaj tak szybko…

- Poprosiłem, żebyśmy skończyli wcześniej – uśmiechnął się do mnie. – Nie chcę, żebyś przeze mnie tyle siedział w studiu. I tak już późno – uśmiechnął się do mnie przepraszająco. I jak ja mam go nie kochać?

- W porządku – oznajmiłem, i odwróciwszy się, poszedłem do jednego z pomieszczeń robiących nam za garderobę. Czułem, że Jin odprowadza mnie wzrokiem, kiedy się oddalałem. Nie miałem jednak odwagi się odwrócić. Może jestem tchórzem, ale nie chciałem. Może nie chciałem, dać mu sygnałów, które mógłby źle odczytać. 

Kiedy zdjąłem z siebie ten kostium byłem szczęśliwy. Może i był ładny, ale mało wygodny. A czasem przeszkadzał. Zamiast tego dziwactwa założyłem zwykłe, niebieskie dżinsy, podkoszulek i sweter. Z małym problemem udało mi się wyplątać te wszystkie ozdoby z włosów; udało mi się wyczesać z nich lakier, i związałem je czarną gumka do włosów. 

Wychodzić z garderoby, już z korytarza, słyszałem muzykę. Czyli znowu kręcą? Ciekawe, jaka to scena? I tak sobie jeszcze poczekam, Przecież Jin musi zmyć z siebie ten brokat, i przeprać się w coś normalniejszego. 

Wszedłem na salę, w prawe idealnym momencie. Patrzyłem jak statyście szarpią, i rozbierają wokalistę. Oni zdzierali z niego ubrania! Dlaczego nie mogłem być na ich miejscu? Dlaczego nie ja zdzieram z niego koszulę, i nie dotykam jego ramion. Patrzy prosto do kamery, i krzyczy. Chyba rozumiem tytuł tej piosenki ‘’Kult błota”… Ja chyba mam ‘’Kult Jin’a”! wielbię jego idealne ciało, jego głos, uśmiech. Wszystko. Je dla mnie… Nie wiem… jest dla mnie bogiem. Gdyby chał, biłbym przed nim pokłony. 

Nagrywanie tej sceny jeszcze chwilkę potrwało. Kiedy reżyser ogłosił koniec, Jin szybko przybiegł do minie, prosząc bym zaczekał już w samochodzie; a on postara się jak najszybciej przebrać. Pokiwałem ze zrozumieniem głową, i oddaliłem się do wyjścia, słysząc za sobą tupanie butów wokalisty. 

Na dworze było już trochę zimnawo, toteż jak najszybciej zapragnąłem znaleźć się w ciepłym samochodzie, i odwieść Jin’a do domu. Potem pojadę do siebie, i nieprzejmowawszy się niczym, rzucę się na własne łóżko, i będę spał. Znając moje szczęście, będzie mi się śnił właśnie wokalista. Obudzę się w środku nocy, i do rana będę rozmyślał nad niczym konkretnym, aż w końcu będę musiał wstać i jechać do studia, a potem na plan. Ot, i cała historia.

Szybko znalazłam się przy moim aucie, i zacząłem szukać kluczyków w kieszeni. W samochodzie rzeczywiście było cieplej, aniżeli na zewnątrz. Zaraz, gdy tylko wszedłem, i zamknąłem drzwi, podkręciłem ogrzewanie. Jin’owi też, musi być zimno. 

Na wokalistę czekałem dobrze dwadzieścia minut. Wgramolił się z wielką torbą(plecakiem?) do auta, z przepraszającym uśmiechem na ustach. I ja mam być na niego zły? Chyba po moim trupie. Zaraz gdy zamknął drzwi odpaliłem silnik i wyjechałem z parkingu. Wokaliście musiało być zimno, gdyż siedział opatulony w puchatą bluzę z kapturem na głowie. Chyba nawet nie zmył makijażu, gdyż jego oczy i szyja nadal błyszczał od brokatu. Tak mi się to podobało… Podkręciłem ogrzewanie, by mój brokatowy towarzysz nie zamarł, za co podziękował mi cudownym uśmiechem. 

Pod wieżowcem, gdzie mieszka Jin byliśmy około dwudziestu minut później. Ciężko się jedzie przez Tokio, uwierzcie. Nie ma różnicy jaka to pora. Zajechałem na parking. I co? Jin wysiądzie, a ja pojadę. Dziwne, żeby było inaczej, co nie? 

Jednak wokalista jakby zastanawiał wahał się, czy coś powiedzieć, odezwać się. Zaintrygował mnie to, gdyż byłem ciekawy, co może chcieć powiedzieć Jin, że tak się waha? Oby to to nie było nic złego. 

- Dziękuję, że mnie odwiozłeś – powiedział w końcu. Aż zacząłem się bać, że coś mu się stało z głosem. 

- Nie ma za co – rzuciłem, jednak cieszyłem się, że mogę choć tyle zrobić. Taka mała próbka raju. 

Raz zastanawiałem się, jakby to było, gdybyśmy byli razem. Pewnie razem byśmy mieszkali, spali w jednym łóżku, przytuleni. Jeździli na próby razem, Zapewne byłoby cudownie.  Coś jak rodzina(może nawet mielibyśmy kota, ewentualnie inne zwierzątko). Moglibyśmy przychodzić po próbie, wyjść gdzieś razem, oglądać telewizję, spędzać razem czas. Szkoda jednak, że są to jedynie marzenia. Ciężko je urzeczywistnić, choć w połowie. 

- Mozę wejdziesz? – Zapytał. – Zimno jest, możemy napić się herbaty… - Popatrzył na mnie, wyczekująco. Zaczął odpinać się z pasów, i zbierać do wyjścia. 

- Mogę zostać na chwilę – uśmiechnąłem się. Zgasiłem silnik, i zacząłem szukać pasa, by go odpiąć. 

Razem wyszliśmy z samochodu, a kiedy go zamknąłem poszliśmy do windy. Mimo, że nadal byliśmy w budynku, było zimno. Dobrze, że nie jechaliśmy długo, bo bym chyba zamarzł. Zatrzymaliśmy się na czwartym piętrze i po krótkim marszu korytarzem zatrzymaliśmy się pod jasnymi drzwiami, a Jin zaczął szukać klucza. Kiedy udało mu się wygrać z zamkiem, wpuścił mnie pierwszego do środka, wchodząc za mną, i zapalając światło. 

Bywałem u niego kilka razy, więc nic specjalnego mnie nie zaskoczyło. Przyjemnie urządzone mieszkanie, w ładnych kolorach. Było tutaj jednak chłodno. Cóż, nie było tu nikogo cały dzień, więc nikt nie włączył ogrzewania. Zdjąłem buty, i zostałem oddelegowany do pokoju gościnnego, gdzie malałem poczekać  na wokalistę, i herbatę. Usiadłem na kanapie, gdzie zawsze siedzę, kiedy go odwiedzam, i starałem się ignorować chłód. Czułem jednak, że zrobiło się cieplej, gdyż Jin zdążył już chyba włączyć ogrzewanie. Nie czekałem też długo na wokalistę, i niedługo poczułem zapach malin. Z nim, w pokoju pojawił się Jin, z dwoma dużymi kubkami. Jak zawsze, usiadł obok mnie, na beżowej sofie, zakładając nogę na nogę. Uwielbiałem kiedy to robi, wygląda tak cudownie. 

- Wybacz, ze jest tutaj tak zimno… - Oznajmił, mieszając cukier w herbacie. – Jak wiesz, byliśmy cały dzień w studiu. 

- Nie ma problemu – oznajmiłem, sięgając po kubek. – Nie przeszkadza mi to. 

Zapanowała cisza, podczas której, każdy z nas zajęty był rozgrzewaniem się, poprzez picie malinowej herbaty. Nareszcie zrobiło mi się trochę cieplej, i trzęsły mi się ręce. Było mi teraz tak przyjemnie ciepło. Miło by było, gdyby działo się tak co noc. Wcale bym się nie obraził. I tak jest bardzo przyjemnie. Z naszych kubków poznikała już około połowa napoju, i siedzieliśmy nadal cicho, ale jakoś nam to nie przeszkadzało. 

- Mam pewien problem… - Powiedział nagle wybrokatowany wokalista, odkładając kubek. Jego głos był dziwne smutny. Jaki to mógł być problem, i o co może mu chodzić? To chyba poważne… - Pomógł byś mi? – spojrzał na mnie błagalnie. 

- Oczywiście, że Ci pomogę – odpowiedziałem łagodnie, kierując na niego swój wzrok. Kocham go.  Jak mógłbym mu nie pomóc. – Co to za problem? – Zapytałem. 

Wokalista zacisnął usta, spuszczając wzrok. To na pewno jest jakiś poważny problem. Może, jest chory? Może ma problemy z prawem? Co ma mi do powiedzenia, że tak się boi. 

- Podoba mi się ktoś… - Powiedział cicho. – Chyba się zakochałem…

- Co? – Wydusiłem z siebie szybko. Nie… Jeśli tak… To koniec… Nie mam już szans. Ale nie mogę mu tego, ani niczego zabronić. Obiecałem mu pomóc. Nie chcę, żeby było mu źle, i był smutny. I mu pomogę. – Kto? – zapytałem sucho. 

Jin zagryzł wargę. Znowu nie bardzo chciał mi powiedzieć. – To przyjaciel… - Powiedział cicho. – Boję się, bo nie chcę zniszczyć naszej przyjaźni – mówił bardzo cicho, nie patrząc na mnie. – Co ja mam robić? – Powiedział niemal płaczliwie, patrząc na mnie z proszącą miną, abym coś powiedział. 

Tylko co ja mogę? Mam mu powiedzieć, co ja bym zrobił na jego miejscu. To przyjaciel… Chyba nie zakochał się w nikim z zespołu, ale z drugiej strony, to mogę być ja. Ale wtedy nie pytał by mnie o cos takiego! 

-Myślę, że powinieneś mu/jej powiedzieć… - Powiedziałem nie pewnie. Może się przełamie, i wyzna tej osobie co czuje. Będzie szczęśliwy. 

- to mężczyzna – powiedział niepewnie, czekając na moją reakcję. Ja pokiwałem tylko głową.    No co? Mi samemu podoba się facet. – Myślisz, że powinienem mu powiedzieć? – upewnił się. 

- Myślę, że  tak -  uspokoiłem go. – Pokaż, że Ci na nim zależy – uśmiechnąłem się delikatnie. – Zawsze jest szansa, że czuje to samo…

- A jak nie? – zapytał szybko, wchodząc mi w słowo. 

- To wtedy będziesz wiedział, że na ciebie nie zasługuje – oznajmiłem. Już chyba bardziej mu nie pomogę. Musi to załatwić sam. 

Jin zamilkł, zastanawiając się chyba nad moimi słowami. Ja sam zastanawiałem się nad tym co powiedziałem.  Ale jestem… Głupim człowiekiem. Sam nie mogę, chce mu powiedzieć, i w pewnym sensie popycham go w inne ramiona. 

Jin przysunął się nagle do mnie. Nie wiedziałem, co ma zamiar zrobić. Chciałem się go zapytać, ale nie zdążyłem… Poczułem na swoich ustach drżące usta wokalisty. Zaczął mnie całować delikatnie, strachliwie. Jego usta, niczym motyl, musiały moje, jakby się bały. Na początku byłem tak zaskoczony, że nie wiedziałem, jak mam zareagować. Potem jednak zacząłem oddawać pocałunek, przyciągając Jin’a bliżej siebie. Oddawałem mu pocałunek z taką samą delikatnością. Przestał się już chyba bać, bo usta przestały mu tak drżeć. To było dla mnie jak spełnienie marzeń… Mój Jin… Czyli on wtedy mówił o mnie? To we mnie się zakochał? To jakiś żart losu. Ja go kocham, prawe go wielbię, on mnie, tylko baliśmy się o tym sobie powiedzieć…

Wokalista oderwał się ode mnie,  by zaczerpnąć powietrza. Na jego ustach błądził malutki uśmieszek. Też byłem zadowolony, ale miałem kilka pytań. Posłałem mu pytający wzrok. 

- Nie jesteś zły…? – Skulił się w sobie. – Ja… 

- Nie jestem zły – powiedziałem natychmiast, łagodnym tonem. Nie chcę go straszyć. Zresztą, po tym co się przed chwilą stało; nie ma mowy. – Chce tylko wiedzieć… - Nie dokończyłem, bo nie  wiedziałem od czego mam zacząć. Niech on mi powie. 

- Ja… Zakochałem się w tobie – patrzył na podłogę. – Już dawno, nie pamiętam kiedy. Wiem, że to nie jest chwilowe… Inaczej dawno by mi przeszło – podniósł na mnie wzrok. Wiedziałem, że mówi prawdę. Nauczyłem się wszystkich znaków jego ciała.  Jego oczy nie kłamały. 

Tylko czemu tak długo czekał? Mógł przyjść z tym wcześniej. Gdyby tak było, teraz siedzielibyśmy razem, a nie trwali w tej rozmowie, i sytuacji. 

- Dlaczego dopiero teraz mi to mówisz? – Zapytałem cicho. Zaczęło mnie to przytłaczać. Całe to wyznanie. Nie było mi z tym źle, ale byłem tym cholernie zaskoczony. 

- Nie wiem… - Oznajmił. Teraz chyba zdobyłem się na odwagę, a ty…

Nie dokończył, ja mu przewałem, zamykając usta moimi, łącząc w pocałunku. Leniwie zaczął go oddawać. To chyba posłuży za moją odpowiedź, i stanowisko w tej sprawę. Przysunąłem go bliżej siebie; po chwili wdrapał mi się na kolana, i rozsiał się wygodnie na moich udach. Słodki ciężar… Objąłem go w pasie, co by mi nie uciekł. Nie mogę go wypuścić, nie po tym , co mi dziś powiedział. Jego ręce oplotły moją szyję, jedna ulokował się na karku, a druga na tyle głowy.

 Leniwy na początku pocałunek coraz bardziej nabierał tępa. Musnąłem językiem jego dolną wargę, na co on natychmiast uchylił usta. Korzystając z tego, wkradłem się języczkiem do jego buzi, gładząc podniebienie. Jego języczek na samym początku był bierny, jednak potem przyłączył się do tańca. Jin nie lubił chyba uległości, gdyż odpowiedział mi tą samą pieszczotą, wślizgując mi się do ust. 

Cudowne. Jego ciepłe ciało w moich ramionach; ciężar na kolanach; słodkie usta, bawiące się moimi… To wszystko i jeszcze więcej, powodowało że podniecałem się coraz bardziej, a w spodniach robiło się coraz ciaśniej. Jin to zauważył(czułem, jak jego podnieceni także rośnie…), i jedna z jego dłoni zjechała na dół, zatrzymując się na linii spodni. Oderwał się od moich ust, tylko po to, ażeby posłać mi złośliwy uśmieszek, i zaraz na mowo wpił się w moje usta, niczym wampir. Ja w odwecie, i moje place, wślizgnąłem się pod jego koszulkę. Zamruczał mi do ust, zadowolony z dotyku. Ja też byłem z tego wszystkiego zadowolony. 

Jedną z dłoni zjechałem na jego pośladki, ściskając je lekko. Jin pisnął w odpowiedzi, ale drżącym z emocji głosem wyszeptał mi  do ucha. – Kochaj się ze mną… 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz