środa, 29 grudnia 2021

Dystans [ OS, RikuKisaki ]

Dystans…

Stworzyłeś go wokół siebie. Skupiałeś się na czym innym. Na wszystkim, tylko nie na mnie. Nic nie chciałeś zobaczyć, poczuć, przyjąć do wiadomości. Nic się nie liczyło…

Nie chciałeś zobaczyć mnie…

Traktowałeś wszystkich z góry. Jak zwykłych ludzi, których znasz, i czasem rozmawiasz, jak mas z okazję, a nie jak przyjaciół z zespołu. Ten dystans między tobą a nami był widoczny, i każdy go wiedział, i o nim wiedział.

Lekceważyłeś mnie, i innych. Tylko praca, i praca. A mnie to bolało, i innych też. Wszystkich nas. Cały zespół. Phantasmagoria… Coś, co powoli przestawało istnieć. A ja nie mogłem nic nie robić. Mnie bolało najbardziej. Lubiłem Cię… A może to było coś więcej? Nie wiem, i szczerze, nie chcę wiedzieć, za bardzo by mnie to bolało. Bo wiem, ze i tak by cię to nie obchodziło.  Dlatego podjąłem pewną decyzję…


Mój solowy projekt - miałem jeszcze mnie czasu, dla Ciebie, ale było mi z tym dobrze. Nie zaprzątałeś mi głowy, w zespole, Twoim, tylko grałem. Nie musiałem oglądać Cię dłużej, niż było to konieczne. Było mi z tym najlepiej. Do czasu… 

Nie liczyłeś się z naszymi radami, pomocą, niczym. Mimo iż odkąd zacząłem sam tworzyć, mnie skupiałem się na ‘’Phantasmagorii”.  Chciałeś wszystko robić sam. Być samowystarczalny… A to właśnie dzięki temu wszystko się powoli rujnowało. Może nie od razu, ale powoli pękały fundamenty. Na początku były to małe rysy, potem powstały większa, aż w końcu duże pęknięcia, które poważnie zaszkodziły konstrukcji. Nie chciałem tego do siebie dopuszczać, ale chyba wszyscy już wiedzieliśmy co się stanie… 

Phantasmagoria… Doszło do rozwiązania zespołu. To był dla mnie cios, jakby żelaznym mieczem przebito mi serce. Lubiłem grać pod naszym szyldem. Było… Po prostu lubiłem. I lubiłem grać z chłopakami. Ale Ciebie to nawet nie obeszło. Spłynęło to po tobie, jakby to była rzecz zdarzająca się rytmicznie. Jak zmiana pór roku. 

To aż śmieszne… Jak prorocza była nasza nazwa. Coś ulotnego… Fantazja… Aż śmiać mi się chce…

Ten dystans nie upadł… Nie było zespołu, więc mogłem się skupić na czymś innym, niż oglądanie Twoich przerażających oczu. Bo naprawdę, te soczewki były straszne…  Ale i tak czułem od Ciebie ten chłód, kiedy mijaliśmy się na korytarzach UNDER CODE PRODUCTION. 

Myślałem, że będę miał już spokój. I ten dystans stanie w miejscu… 

Ale nie…

Założyłeś nowy zespół… Lin -the End of Corruption World-. Twój  nowy zespół… Nic mnie to wtedy nie obchodziło…  I tak miałem już sporo na głowie. 

Myślałem, że niedowierzam. Pamiętam, że kiedyś zostałem dłużej, ot zakończyć papierologię. Właśnie wychodziłem, kiedy zobaczyłem Ciebie. Stałeś w drzwiach do mojego gabinetu, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie miałem bladego pojęcia, czego mogłeś wtedy chcieć. Ale nie pomyślałem bym, nigdy, o to, co poprosiłeś…

- Kisaki… Mam prośbę…

- Tak? O co chodzi?

- Mam nowy zespół. I szukamy basisty…

- I co ja mam z tym wspólnego…?

- … Chciałbym, żebyś do nas dołączył… 

- Co? Ty chyba nie mówisz poważnie…

- Lub, tylko na chwilę, jeśli chcesz… Póki nie znajdziemy kogoś pewnego…

- Zastanowię się. Powiem Ci jutro. 

- Dobrze…

Nie było wtedy tego dystansu. Wyparował. Oczy nie patrzyły z tą swoją dzikością… I stałe spokojnie…

Stałeś tam, z dziwnym wyrazem twarzy, i oczy, ich przede wszystkim.  One… Nie miały soczewek, patrzyły na mnie smutno. Czyżby kolejny zespół się walił? Mimo tego odrzucenia z Twojej strony… Ja nie mogłem Ci odmówić. 

Dołączyłem do Lin, na początku jako wspomaganie, potem zostałem ba stałe. Spodobało mi się, znowu mogłem grać… 

Dystans powoli wygasał. Między nami. Było lepiej… Spotykaliśmy się nie raz, po próbach, razem spaliśmy w pokojach hotelowych, razem spaliśmy, ja na Twoim ramieniu, a ty o mnie oparty, kiedy wracaliśmy z koncertu. Jakbyś starał się wynagrodzić ten ‘’zły czas’’ Phantasmagorii. 

Cieszyłem się… 

Bo było z czego. Lubiłem cię. Nadal, i chyba nadal  Cię lubię… Ale chyba bardziej. Tak. Na pewno. Lubię te twoje ‘’straszne oczy’’, kiedy na mnie patrzą, na w ten swój drapieżny sposób. A ja powoli zaczynałem to lubić. 

- Co piszesz? 

- Ha! Pamiętnik! Jak dziewczyna…

- Wcale nie! To dziennik

- To straszna różnica. Naprawdę…

- Wielka. Pamiętnik to… pamiętnik! Nie mam szesnastu lat. Dziennik jest poważny…

- Ok, ok, a tak w ogóle… Co piszesz?

- A tak sobie… spisuję… Co było. 

- I?

- I zastanawiam się, co z tego wyjdzie… A ty? 

- Wiesz… Też czasami nad tym myślę… 

- I co?

- Zawsze dochodzę do bardzo przyjemnej wizji przyszłości…

- Tak? A jakiej…

- Nie graj mi na nerwach. Wystarczy, że grasz na basie. A tak swoją drogą…

- Lin… To chyba znowu koniec… 

- Tak… Ale mam nadzieję, że nadal będziemy się… nie wiem, przyjaźnić?  

- Tylko przyjaźnić? Jak chcesz… 

- Lubię Cię…

- Wiesz co? Ja chyba Ciebie też… 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz