środa, 29 grudnia 2021

Ame no naka shukyo[OS.ReitaUruha]


Gdzie ta ruda bestyjka poszła? Nie dość, że to ja muszę jej szukać, to na dodatek strasznie leje, i ja w ten deszcz muszę szukać Uruhy. Nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby chociaż tak nie padało, chyba oberwanie chmury jakieś. Tak leje, że nic nie widać. I jak Uruha mógł wybiec na taki deszcz, bez żadnego parasola, czy kurtki? Nie wiem… A co do niego; ostatnio dziwnie się zachowuje, i nie są to tylko moje przypuszczenia. Ruki też tak uważa… Od kilku tygodni, zauważam u Kouyou dziwne zmian w zachowaniu. Trwa to może nie kilka tygodni, ale ponad miesiąc. 


Nie wiem, co mam o tym sądzić, musze jednak poważnie zainteresować się tym tematem, bowiem zauważyłem jedną niepokojąca rzecz. Mianowicie – Uruha mnie unika; tak jak wcześniej spędzaliśmy dużo czasu, ostatnio wcale się nie widujemy, nie licząc prób. Od kilkunastu dni nie udało mi się nigdzie z nim wyjść, a bardzo chciałem… Lubię go. 

Dlaczego, zapewne zapytacie, szukam Kouyou? I to w dodatku, kiedy tak leje. Ano dlatego, że uciekł z próby, wcześniej kłócąc się z Aoi’m. Strasznie się na siebie darli, naprawdę. Ja, Kai i Ruki myśleliśmy, że się pozabijają. Popychali się nawzajem, szarpali, krzyczeli. To było straszne, dal mnie szczególnie. Znam Uruhę, i wiem, jak potrafi i może takie rzeczy potem przeżywać. A ja, od zawsze chcę dla niego jak najlepiej. W tamtym momencie, drzwi do jednej z Sali nagrań gwałtownie się otworzyły, wybiegł wtedy stamtąd Uruha; zapłakany. Nie wiem, co zrobił mu Aoi, ale jeśli się dowiem, że jakoś go skrzywdził, coś na pewno mu zrobię, i nie będzie to miłe. 

No ale czemu musiał akurat uciekać w taki deszcz…? Nie przeszkadza mi to zbytnio, bo strasznie się o niego martwię, ale chodzi o to, że mam ograniczoną widoczność. Co do moich poszukiwań… Musi być gdzieś w pobliżu; na parkingu nadal stoi jego samochód, wiec chyba nie pojechał, mam taka nadzieję, nie wiadomo, co mogło mu strzelić do  rudego łba. Oby nie poszedł na piechotę do domu! Toż to z godzina drogi!

Z parasolem w jednaj ręce, a telefonem w drugiej( starałem się do niego dodzwonić, ale nie odbierał telefonu, miał o chyba wyłączony…); poszedłem na parking za wytwórnią, nie znalazłszy go tam, skierowałem się w jedną z bocznych  uliczek. Chyba nie mógł biec w taki deszcz, toteż pewnie jest niedaleko. Szedłem boczna uliczką, usiłując znaleźć w deszczu sylwetkę Uruhy, jednak przez deszcz mało widziałem. Chyba zaczynało coraz więcej padać. Super! I tak, nie zostawię go samego! 

Podczas mojej misji poszukiwawczej, zawędrowałem do małego parku, ze starą fontanną na środku. I tam właśnie był Uruha. Siedział na fontannie , z nieszczęśliwą miną. Płakał, ale skutecznie ukrywał to deszcz. Znam go jednak na tyle, że jego mapę zachowań znam na pamięć. 

Nie czekając na nic, poszedłem do niego, zasłaniając parasolem, by chłodny deszcz nie ranił jego ciałka. Leniwie podniósł głowę, jakby chciał odwlec moment spojrzenia mi w twarz. Zmrużył oczy, nie mogąc mnie rozpoznać. Kiedy mu się to udało, gwałtownie wstał, i objął mnie, mocząc mi ubranie. Nie przeszkadzało mi to; dla niego byłem w stanie znosić to wszystko. 

- Co się stało? – Zapytałem, jedną ręką tuląc go do siebie, a drugą ratując parasol przed wypadnięciem mi z rąk. – Tak szybko wybiegłeś. Wszyscy się martwią…

- Skończyłem z Aoi’m… - Wyszeptał. 

Drgnąłem. Uruha zawsze znaczył dla mnie najwięcej. Był wszystkim, już od najmłodszych lat. Zawsze go broniłem, przed starszymi, razem wracaliśmy do domu… Jego łzy sprawiają, że sam mam ochotę płakać. Nie ukrywam, że cieszę się z jego rozstania z Yuu. Nie chcę dla Kouyou źle, chcę by był szczęśliwy, nie mogłem nigdy znieść jak Aoi traktuje Uru. Nigdy mi nic nie powiedział, ale kilka razy widziałem jak płacze. 

A ja wiedziałem że płakał z bezsilności. Był bezradny wobec swoich uczuć. Wiem to, czuje to od niego. Wiem, że nigdy nie był pewny, czy kocha Aoi’a. Sam nie był pewny, wiec nic nie mówiłem. A mnie to bolało, bo ja go kochałem. Z czasem, odkąd się poznaliśmy; od czasu kiedy byliśmy dziećmi; kiedy się razem bawiliśmy, przez szkołę podstawową, liceum i początki Gazette. czułem do niego coraz więcej. Aż w końcu, wszystko zakwitło jako kwiat o nawie ‘’miłość”. Nie mogłem jedynie zgadnąć, co czuł względem mnie. 

- Uruha, co się stało? -  Zapytałem, a zabrzmiało to, jakby to echo powróżyło, to co wcześniej już mówiłem. 

- Nic – mówił Kouyou, uśmiechając się nikle. – Zupełnie nic…

- Ale płakałeś… 

- To nic – oznajmił, wydostając się w uścisku. – Zdałem sobie sprawę, że kocham nie tą osobę, co powinienem – uśmiechną się delikatnie. 

Spojrzałem w jego brązowe oczy, szukając odpowiedzi na moje pytania. Nie znalazłem ich tam jednak. Zamiast tego, odkryłem zupełnie co innego – masę uczuć. Były wyraźnie widoczne w brązowych tęczówkach, błyszczących i zapłakanych. Nie umiałem jednak żadnej z tych emocji nazwać.

- To Ciebie zawsze kochałem, Akira – wyszeptał, patrząc m w oczy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz