środa, 29 grudnia 2021

Koronki [OS, AoiUruha]



 Uruha… 

To nie, że chodzi po domu…

To nic, że chodzi po domu, w samej bieliźnie…

To nic, że tą bielizną są zwykłe majteczki…

To nic, że te majteczki są czarne, i dodatku koronkowe…

To nic, że oprócz niech nie ma nic na sobie…

To nic, że robi to specjalnie, by mnie wyprowadzić z równowagi…

To nic, że chce mnie tym wkurzyć… naprawdę… Tylko dlaczego musi to robić w TAKI sposób…?


Uruha pochylił się, by wyciągnąć z szafki talerz, specjalnie wypinając się przez czarnowłosym kochankiem. Usłyszał, bardzo wyraźnie, jak  Aoi przełyka ślinę. Sprawiało mu to radość, reakcje jego kochanka. Miał ładne ciało i lubił się wyżywać psychicznie, na ukochanym, kiedy jakoś mu podpadł. Nie robił tego złośliwie, no może troszkę, ale po to być jakoś go ukarać… A on same czerpał z tego pokaźne profity…

Na widok napinającej się koronki prawie krzyknął. Nic nie mógł poradzić, ż Tym bardziej, że wiedział iż zawinił. Konkretniej – on zawalił. A wszystko przez Reitę! Wyciągną Uruhę do klubu, a że gitarzysta nie ‘’oddycha” bez czarnowłosego zabrał i jego, a raczej wyciągnął. I tak się nie fortunni złożyło, iż Yuu został przyłapany przez Kouyou w łazience, z jakimś chłopakiem na kolanach. Więc była wojna, i to jaka. Gdyby nie Reita, pewnie by się rozstali… Ale nie! Akira wkracza, i wyjaśnia wszystko Urusze, dzięki czemu zapewnione nieodpłatne wypady na piwo do końca  miesiąca… 

Dlaczego więc mnie dręczysz, Ruda bestio? Pytał sam siebie czarnowłosy. Odpowiedź był prosta, jak drut. Uruha lubił się bawić i droczyć  ukochanym. Dawno mu wybaczył.  Jeszcze tego samego dnia, kiedy po przyjściu do domu, Reita wszystko mu wyjaśnił, przez telefon. Sam nie raz był pijany, a od Aoi’a ‘’pachniało” na metry. Ale cóż miał zrobić? Kara musi być. Dlatego wieczorem specjalnie pojechał do sklepu po koronkową bieliznę.  Widząc minę Aoi’a, stwierdził, że się opłacało. 

- Uruha – sapnął Aoi, kładąc kubek na stole. – Mógłbyś się ubrać – posłał mu gniewne spojrzenie, mimo iż gitarzysta stał do niego tyłem. 

Na wargi Takashimy wstąpił diabelski uśmieszek. – Mi to nie przeszkadza – rzucił od niechcenia, nakładając na talerz jajecznicę. – Jest mi bardzo wygodnie – spojrzał na niego przez ramię, posyłając delikatny uśmiech. 

- Uru… - jęknął Aoi, kładąc głowę na stole. Był bez silny. Widok Kouyou w takim stroju zaczynał go podniecać. – Dlaczego się tak mścić? Przeprosiłem… - wymruczał, opierając głowę na  stole. 

Gitarzysta zaśmiał się, widząc reakcję kochanka. Zostawił talerz ze śniadaniem na blacie, i usiadł na kolanach Aoi’a, z nadal widocznym uśmieszkiem. 

- Czy tętent chłopak był aż taki dobry, że mnie zostawiłeś? – Zapytał, niby przypadkiem ocierając się o krocze Czarnowłosego. Jęk wydarł się z gardła Shiroyamy. Gwałtownie podniósł głową, natrafiając na badawcze spojrzenie  ukochanego, w którym grały iskierki radości. 

- Może potrzebujesz prezentacji pokazowej… - mruczał, już do ucha drugiego gitarzysty. Miał przy tym dobrą zabawę. – Wydaje mi się, że jestem lepszy, niż jakiś chłopak poznany przez chwilą…

- Nadal się wściekasz? – Aoi gwałtownie wstał. Uruha wszedł z jego kolan, i stanął na przeciwko niego, czekając na jego odpowiedź. Nie dał po sobie poznać, że jest tym rozbawiony. Widział, jak podniecany był już czarnowłosy. – Byłem pijany, a ty… - nie wiedział co miał powiedzieć. Wnioskując, z wcześniejszych wypowiedzi Uruhy, chyba nie był już zły. 

- Czyli nie chcesz pokazu? – zapytał Młodszy. – W porządku – rzucił, i zabrał się za jedzenie. 

Aoi patrzył na niego osłupiały. Nie wiedział co ma począć. Rzucił krótkie ‘’Idę do sypialni”, i wyszedł z pomieszczenia. Uruha w tym czasie jadł śniadanie z zadowolonym wyrazem twarzy. Doskonale zrozumiał przesłanie zawarte w wypowiedzi Aoi’a, jednak co mu szkodziło pomęczyć go jeszcze trochę? Spokojnie zjadł śniadanie, i wstał od stołu, by zabrać, i skończyć herbatę. 

Usłyszał, że drzwi do sypialni otworzyły się cicho. – Uruha, no… - jękną czarnowłosy. – Idziesz, czy nadal się wściekasz? 

- Idę, skarbie – rzucił, odkładając pusty kubek, ba stół obok talerza. -  I nie wściekam się już


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz